17.04.2018

28. „Sztuka obsługi penisa”


„Sztuka obsługi penisa” autorstwa Andrzeja Gryżewskiego i Przemysława Pilarskiego jest wywiadem, który rozpatruje seksualność mężczyzn pod każdym kątem. 

Myślę, że już sama okładka przykuwa wzrok, a forma wywiadu sprawia, że jest to dość lekka pozycja, na dość trudny temat. Ludzie często wstydzą się swojej seksualności, a tutaj mamy dokładnie nakreślone, skąd biorą się takie problemy. Mnie osobiście przeraża to, że w 21 wieku seks jest nadal tematem tabu dla większości ludzi i bardzo cieszę się, że powstają książki, które mają na celu uświadomienie nas w tej dziedzinie. 


Dzięki tej lekturze możemy się dowiedzieć jak wygląda praca z psychoterapeutą, na przykład przy zaburzeniach erekcji, a także jaka jest budowa członka. Tematów poruszanych w tym wywiadzie jest naprawdę mnóstwo, począwszy od masturbacji, a kończywszy na chorobach wenerycznych i zdradach, a wszystko jest napisane przystępnym dla czytelnika językiem. Możemy również się dowiedzieć z jakimi problemami najczęściej mężczyźni przychodzą do seksuologa, a są to zazwyczaj wszelakie uzależnienia lub problemy z wytryskiem. Jest także kilka ciekawostek na temat orgazmu.

Mnie najbardziej zszokował początkowy fragment wywiadu, że są osoby, które przychodzą do psychoterapeuty ze strachem przed masturbacją wywołanym religiem w takim stopniu, że polewają penisa wrzątkiem lub nacierają czosnkiem, by mieć mniejszą ochotę go dotykać. Takie i inne ciekawostki wypełniają tę książkę, co przynajmniej dla mnie jest szalenie interesujące. Lubię być świadoma otaczającego mnie świata. 

I przeraża mnie też to, że tylko 8% mężczyzn idzie do seksuologa, gdy ma jakiś problem, reszta zazwyczaj na przykład unika seksu, a jest to aż 92% osób! Dlatego trzeba o takich rzeczach mówić głośno, żeby więcej osób sięgało po pomoc, gdy jest potrzebna. 


To pozycja do przeczytania w kilka godzin, a jest naprawdę skarbnicą wiedzy. Dzięki tej książce mężczyźni mogą dowiedzieć się dużo o sobie, a kobiety dużo o mężczyznach. Myślę, że jest to pozycja zdecydowanie dla każdego. 

02.04.2018

27. Podsumowanie marca.

Witam! Marzec był miesiącem, w którym do Was wróciłam po dwuletniej przerwie i okresem, w którym miałam więcej czasu na czytanie czegoś poza lekturami szkolnymi. W maju piszę maturę, więc stwierdziłam, że w końcu zacznę znowu czytać dla przyjemności to, na co rzeczywiście mam ochotę i spróbuję jakoś wpleść je do egzaminu, jeśli tylko będzie temat, który pozwoli mi się do nich odwołać. Wydaje mi się, że lepiej się pisze i mówi o książkach, których nie czytaliśmy z przymusu, tylko dlatego, że chcieliśmy i wciągnęła nas ich historia. Takim sposobem przeczytałam w marcu cztery książki, których recenzje znajdują się na blogu. Zdaję sobie sprawę, że wynik nie jest powalający, ale jest to zdecydowanie najwięcej pozycji przeczytanych tak po prostu dla siebie od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że następny miesiąc będzie obfitował w jeszcze większą ilość książek. Jestem również ciekawa jak przedstawia się wasze miesięczne zestawienie.

Książki, które przeczytałam w marcu to:

Mam szczęście, bo ten miesiąc obfitował w naprawdę różne tematycznie dzieła, jednak każda z tych pozycji jest warta polecenia, o czym mogliście się dowiedzieć z recenzji. Żadna z nich mnie jakoś szczególnie nie rozczarowała, więc miałam problem z wybraniem najgorszej pozycji. 

Zdecydowanie najlepszą książką tego miesiąca jest "Początek" Dana Browna. Uważam, że kontynuacja przygód sławnego profesora jest napisana bardzo dobrze i polecam naprawdę każdemu. 


Musiałam wybrać najgorszą pozycję tego miesiąca, więc będzie nią "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął", ale nie znaczy to, że jest to zła książka. Jest to lekka i przyjemna pozycja, jedyne co ją wyróżnia od pozostałych lektur, to to, że już raczej bym do niej nie wróciła, bo chcąc przeczytać jakąś zabawną powieść, pewnie szukałabym czegoś nowego.


Pozdrawiam i liczę na to, że w komentarzach pochwalicie się swoimi osiągnięciami marca! :)


29.03.2018

26. „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”



„Stulatek, który uciekł przez okno i zniknął” jest książką, którą napisał Jonas Jonasson. Z autorem tym nie miałam wcześniej do czynienia, chociaż po sprawdzeniu go, dowiedziałam się, że inna jego książka była nominowana 3 lata temu w plebiscycie lubimyczytac, więc może powinnam się jeszcze i z nią zapoznać. Sama książka trafiła do mnie przez przypadek, bo wygrałam ją na jakiejś aukcji charytatywnej dawno temu, nie będąc jakoś specjalnie zaciekawiona nią. Wiedziałam tylko, że był w kinach film o tym samym tytule, jednak na niego do kina jakoś też nie miałam okazji dotrzeć. Nie miałam więc kompletnie pojęcia, czego mogę się po tej pozycji spodziewać. 

A jest to historia Allana, który w dniu swych setnych urodzin postanawia.. uciec z sanatorium przez okno na parterze. Jest to początkiem serii przygód, które na pewno będą dla każdego ogromnym zaskoczeniem. Nie są to zdecydowanie historie, które przydarzają się ludziom na co dzień. Allana i jego towarzyszy nie zaskakuje to, że ściga ich mafia, że w dziwne sposoby ludzie dookoła umierają. Podchodzą do tego tak beznamiętnie, że aż człowiekowi wydaje się to komiczne. 

Książka zawiera w sobie jeszcze wiele absurdów - jak na przykład staruszek uciekający przez okno w piżamie, kradnący walizkę, podróżujący z nim słoń, a także wiele innych sytuacji, których nie będę przytaczać, żeby nikomu nie psuć zabawy. ;) Mogę tylko wspomnieć, że w tej książce jest jeszcze kilka postaci, których historie życia są równie komiczne i groteskowe jak Allana.



Narracja książki jest trzecioosobowa, a akcja w niektórych rozdziałach przenosi nas do przeszłości głównego bohatera. Pokazuje nam to jak kształtował się on przez lata i co wpłynęło na to, jaki jest teraz w wieku 100 lat. Przykładowo, jest opisane tam jego dzieciństwo i czas wojny, w którym był pirotechnikiem, spotkanie z Trumanem, generałem Franco, Stalinem i innymi postaciami, które wyraźnie zapisały się w historii.

Okładka również wygląda ciekawie. Jeszcze mam wydanie w twardej oprawie, przez co prezentuje się na regale dużo lepiej. W moim odczuciu ta okładka jest dużo ładniejsza od jej filmowego odpowiednika. W sumie, jak tak teraz pomyślę, to nie ma wielu filmowych okładek, które by mnie zachwyciły. 

Nie jest to pozycja wybitna, którą będziemy wspominać przez lata, jest to jednak książka napisana z humorem i lekkim piórem. Czyta się ją naprawdę przyjemnie. Myślę, że dla osób, które szukają czegoś zabawnego i lekkiego, będzie dobrą pozycją. ;)

20.03.2018

25. „Początek”



Witam! Dan Brown jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych autorów, więc niezmiernie się ucieszyłam, że niedawno wyszła 5 cześć serii, której głównym bohaterem jest profesor Robert Langdon. Całą serię śledziłam z zapartym tchem - tak niesamowite jest jak bohater punkt po punkcie rozwiązuje wszystkie zagadki, jeszcze na terenach pięknych, zabytkowych miast. Jeśli ktoś się waha, czy zacząć swoją przygodę w pisarzem od 5 tomu, to mogę spokojnie odpowiedzieć, że nie jest to zły pomysł. Ja sama wszystkie części, lata temu, czytałam w rożnej kolejności, w zależności od tego, które akurat były w bibliotece, do której aktualnie wtedy chodziłam i nie miało to żadnego wpływu na mój odbiór treści, ponieważ każda z części jest osobną historią, którą łączą wspólne elementy, jak na przykład główny bohater, zabytkowe miasta, rozwiązywanie zagadek w celu dojścia do jakiejś powszechnie nieznanej tajemnicy.

Ta część książki szczególnie jest dla mnie piękna pod względem opisów miast, ponieważ przenosimy się do malowniczej Hiszpanii, w której byłam już kilka razy i niektóre miejsca opisane w książce już widziałam, co pozwoliło mi wrócić wspomnieniami do tamtych chwil i pewnie lepiej wczuć się w akcję powieści. Nie jestem fanką czytania opisów, jednak opisy miejsc, budynków i dzieł sztuki, tam występujących, są tam tak malownicze i plastyczne, że pochłania się je z największą przyjemnością. Już one same są powodem, dla którego warto zajrzeć do tej książki, a przecież tych powodów jest dużo więcej ;).



Jest to historia o profesorze Langdonie - specjaliście w dziedzinie ikonologii religijnej i symboli. Na zaproszenie swojego byłego studenta - mistrza informatyki, który został miliarderem dzięki swoim odkryciom - przyjechał do pięknej Hiszpanii, do muzeum, gdzie ma dojść do ukazania odkrycia, które ma zmienić cały świat. Chwilę przed ujawnieniem tej wiadomości dzieje się coś nieprzewidzianego i profesor razem z dyrektorką muzeum muszą uciekać, by wyjaśnić co tak naprawdę miało mieć miejsce w tym budynku. 


Narracja jest trzecioosobowa i kilka razy przenosi się, pokazując nam perspektywę różnych bohaterów, co dodaje nam spójności i ułatwia poukładanie sobie w głowie wszystkich elementów tej historii.

Autor ma bardzo lekkie pióro. Może się wydawać, że tematyka religijna, zawarta w tej książce może być ciężka w odbiorze, a wcale nie jest. Wszystko jest napisane tak prosto i przyjemnie, że przez książkę się płynie, a nie ją czyta :). 

Jestem szczerze zafascynowana procesem rozwiązywania zagadek, które napotykają profesora i przez całą książkę z niecierpliwością czekałam, aż wszystkie elementy tej układanki dopasują się do siebie w jasną całość. Myślę, że to są właśnie emocje, które powinna wywoływać dobra powieść. Serdecznie polecam ją każdemu, bo nie wyobrażam sobie, że jest osoba, której nie wciągnie ta powieść. Ja poświęciłam na jej czytanie każdy wolny moment. 

12.03.2018

24. „Słońce i jej kwiaty”


Witam! Ostatnimi czasy zaczytuję się w poezji, szczególnie tej kierowanej bezpośrednio do kobiet. Moimi ulubieńcami stali się „Chłopcy, których kocham” Anny Ciarkowskiej, a także bardzo popularne „Mleko i miód” autorstwa Rupi Kaur. Ta ostatnia wydała w zeszłym miesiącu nowy tomik wierszy, więc gdy tylko to ujrzałam, postanowiłam zamówić, by móc porównać z pierwszą książką autorki, która stała się podstawą do kilkuset tysięcy zdjęć na instagramie. ;) 

Poza tym, książki te cudownie prezentują się obok siebie na biblioteczce, co również było jednym z powodów jej kupna - walor estetyczny jest dla mnie również ważny. W książce „Słońce i jej kwiaty” przemawia do mnie minimalistyczna szata graficzna, a także szkice znajdujące się w niej. Książka jest podzielona na 5 rozdziałów, a nazwa każdego nawiązuje do jakiegoś procesu roślinnego: więdnięcie, opadanie, zapuszczanie korzeni, wychodzenie i rozkwitanie. Pokazują nam one 5 różnych etapów w życiu człowieka, począwszy od rozstania, kompleksów, a skończywszy na akceptacji siebie i dojrzewaniu. Przeczytałam gdzieś, że „Słońce i jej kwiaty” „przekonuje, że podobnie jak kwiaty ludzie też czasem muszą zwiędnąć, by rozkwitnąć na nowo” i rzeczywiście jest to kwintesencja tej książki. 

Utwory te przemawiają do mnie, bo są o codzienności każdego z nas. Pozwalają nam się utożsamić z sytuacjami opisanymi w nich. Są tam troski, a także radości i pragnienia każdej z nas. Naprawdę piękne w nich jest to, że zdarzało mi się na niektórych zatrzymać, zastanowić się i dojść do wniosku, że to takie życiowe i przecież ja czuję dokładnie to samo. Niektóre utwory dotykają bardzo trudnych tematów, jak aborcja, imigracja, uchodźstwo, czy gwałt.  Nie ma tu tematów tabu, za to jest dużo bezpośredniości i mocy w przekazie, a to bardzo cenię u autorów. 

Polecam wszystkim, którzy podobnie jak ja, uwielbiają dobrą, kobiecą poezję, a także tym, którzy wcześniej z nią nie mieli doświadczenia - myślę, że to dobra pozycja na początek swojej drogi w tym kierunku. Pozdrawiam! ;)

10.03.2018

23. „Niebezpieczne kobiety”

Witam, po dwuletniej przerwie! Dużo rzeczy w moim życiu się wydarzyło, jednak miłość do książek pozostała niezmienna. Przez przypadek dzisiaj właśnie trafiłam na tego bloga i jako, że akurat skończyłam czytać książkę, to pomyślałam, że mogę trochę Wam ją przybliżyć. 



Jest to książka „Niebiezpieczne kobiety” autorstwa Patryka Vegi, o którym ostatnio wszędzie jest głośno, raczej nie za sprawą książek, a bardzo kontrowersyjnych filmów, których jest autorem. Ciężko mi oceniać jego twórczość filmową, jednak nie można odmówić mu tego, że wywołuje u Polaków silne emocje. Znając te filmy, nie byłam do końca przekonana do przeczytania książki, jednak dostałam ją na urodziny i stwierdziłam, że skoro mam, to przeczytam. ;)

„Niebezpieczne kobiety” nie jest historią opowiedzianą w filmie, tylko wywiadem z kilkoma policjantkami, co pozytywnie mnie zaskoczyło. Vega jest absolwentem socjologii, co może trochę ułatwiło mu zadawanie pytań tym kobietom, jednak zdarzały się również pytania, które nawet formy pytań nie miały. Nie wyglądało to za profesjonalnie, jednak policjantki swoimi historiami nadrobiłam ewidentne braki. Z ogromnym zaciekawieniem wgłębiałam się w realia ich światów, które były bardzo podobne, a ja nawet nie zdawałam sobie wcześniej sprawy jak praca w policji tak naprawdę wygląda. Daje mnóstwo adrenaliny i satysfakcji, jednak jest też bardzo niebezpieczna i wymaga wielu wyrzeczeń. W większości przypadków ciężko tym kobietom było utworzyć normalne związki, ponieważ ciężko odciąć się w domu od tego co się przeżyło w pracy. 

Okładka nie powala, jednak do środka warto zajrzeć. Forma wywiadu jest lekka w odbiorze, szybko i łatwo się czyta, a treść jest naprawdę ciekawa. Mamy tak historie złapania różnych bandytów. Jedne zabawne, inne przerażajace, ale rzeczywiście są warte zapoznania się z nimi. 


Także mimo mojego wcześniejszego wahania, czy zapoznać się w ogóle z tą lekturą, uważam, że poświęcony czas nie był stracony. Mogę polecić z czystym sumieniem. ;)

09.05.2016

22. „Cujo”

Hej ;) Podliczyłam wczoraj i "Cujo" jest 36 książką Kinga jaką przeczytałam. Porównanie jakieś tam mam, dzięki czemu nie jest to pozycja na szczycie moich listy ulubieńców, lecz również nie plasuje się ona najniżej.


Tytułowy Cujo to.. pies. Duży bernardyn przypominający potwora. Był miłym, przyjaznym psiakiem, do momentu, w którym zaraził się wścieklizną. Pies staje się żądny krwi i morduje ludzi na swojej drodze.

King ma to do siebie, że niby z głupiego pomysłu, potrafi zrobić arcydzieło. Ta książka jest tego doskonałym przykładem. Chory na wściekliznę pies nie brzmi jak motyw poważnego horroru, jednak możecie mi uwierzyć, że są momenty, w których można dostać gęsiej skórki.

Świetna kreacja bohaterów, a także język utworu. Początek szedł mi opornie, jednak tak po 100 stronie czytałam bez przerwy, do momentu aż ją skończyłam. :) W książce czuć także typowy dla Kinga klimat małych miasteczek, który urzeka mnie przy każdej książce. 

Każdemu, kto jeszcze nie miał okazji zapoznać się z utworem, serdecznie polecam zrobienie tego. :)

30.04.2016

21. Podsumowanie kwietnia.

Hej :) W kwietniu udało mi się przeczytać 6 książek, z czego dwie są mojego ulubionego autora - Stephena Kinga. 

O to książki, które przeczytałam: 

1,2. "Pandemonium" i "Requiem"

Dwie ostatnie części serii "Delirium". Recenzja drugiej części znajduje się tutaj, natomiast o trzeciej części mogę powiedzieć, że jest trochę gorsza od drugiej w moim odczuciu, jednak i tak nie była zła. Serię generalnie bardzo polecam. :)


3. "Plaga samobójców" - recenzja.



4. "Idź, postaw wartownika"


Książka, za którą nie miałam się brać przed przeczytaniem pierwszej części - "Zabić drozda". Wszyscy moi znajomi, którzy czytali obie części, mówią, że ta jest niestety dużo słabsza, ja jednak nie mam takiego porównania i uważam, że książka jest naprawdę dobra.

5. "Historia Lisey"


Książki Kinga generalnie pochłaniam jedną po drugiej i wielbię nad życie, jednak do tej książki musiałam zrobić dwa podejścia. Dawno temu zaczęłam, dotarłam może do 80 strony i nadmiar uczuć głównej bohaterki do męża mnie chyba trochę przytłoczył i odpuściłam sobie czytanie. Po czasie postanowiłam zrobić drugie podejście i udało mi się dotrwać do końca, a historia miłości tego małżeństwa to jedna z piękniejszych jakie czytałam. Nie jest to moja ulubiona książka autora, jednak jest godna polecenia.

6. "Po zachodzie słońca"


Bardzo lubię czytać opowiadania, a te od Kinga wywołują we mnie zawsze sporo emocji. Przeczytałam kilka zbiorów jego opowiadań, moim ulubionym jest "Czarna bezgwiezdna noc", który jest zdecydowanie bezkonkurencyjny i każdy do niego porównuję. Niestety "Po zachodzie słońca" wypada przy nim dosyć słabo. Na 13 opowiadań naprawdę zachwyciły mnie dwa - "Piernikowa dziewczyna" i "N.".

Najgorszą książką tego miesiąca jest "Plaga samobójców", z najlepszą natomiast miałam problem, wybrałam jednak "Pandemonium".



A jak tam Wasz czytelniczy kwiecień?



22.04.2016

20. "Plaga samobójców"

Hej kochani :) Dzisiaj mam dla Was recenzję książki Suzanne Young - "Plaga samobójców", która jest pierwszą częścią cyklu "Program". Książka ostatnio zrobiła się dosyć popularna, więc postanowiłam się z nią bliżej zapoznać.

Samobójstwa stały się chorobą. Nastolatkowie masowo się zabijają. Aby walczyć z epidemią do szkół wdrożono specjalny program. Wszyscy poniżej 18 roku życia są obserwowani z każdej strony przez znajomych, rodzinę i agentów. Najmniejszy objaw depresji może sprawić, że ktoś trafi do kliniki, w której wymarzą mu wszystkie wspomnienia, co ma mu dać nowy, 'zdrowy' początek.

James i Sloane są pewni, że już tylko przy sobie mogą czuć się swobodnie i mówić o swoich prawdziwych uczuciach i lękach. Uważają, że ich prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Tylko czy uda im się pokonać depresję? Czy uda im się zachować jakiekolwiek wspomnienia? Czy odbiorą im ich miłość? 

Aby poznać odpowiedzi na te pytania musicie przeczytać książkę. Przyznajcie, że po raz kolejny pomysł na fabułę jest fenomenalny. Mam wrażenie, że czytam ostatnio bardzo dużo książek, w których pomysł jest genialny, jednak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Podobnie jest z tą książką. Zabrakło mi w niej zdecydowanie akcji. Niby coś się działo, ale jakichś zwariowanych, trzymających w napięciu zwrotów nie było. Jest to taka typowa młodzieżówka, skupiająca się raczej na emocjach i uczuciach, pomiędzy gdzieś wplatając walkę z jakimś wyższym systemem. Bardzo dobrze autorka przedstawiła relację między Jamesem a Sloane, chociaż czasami nadmiar emocji był dla mnie zbyt przytłaczający. 

Na duży plus język książki. Jest napisana lekko i przyjemnie, więc udało mi się przebrnąć przez nią, jednak nie wiem czy zdecyduję się na drugą część. Myślę, że w podsumowaniu miesiąca będzie to najgorsza książka jaką przeczytałam.