23.02.2016

14. "Druga szansa"

Hej :) Katarzyna Berenika Miszczuk zachwyciła mnie serią „Ja Diablica” i „Wilk”, dlatego generalnie oczekiwania co do książki „Druga szansa” miałam bardzo duże. Niestety trochę się rozczarowałam.

Julia budzi się i nie pamięta niczego ze swojego życia, swojego imienia, rodziców, nie rozpoznaje swojego odbicia w lustrze. Dowiaduje się, że w pożarze zginęli jej rodzice, ona została poważnie ranna w głowę i znajduje się teraz w ośrodku „druga szansa”.

Julka generalnie przez całą książkę zastanawia się co jest prawdą, a co kłamstwem. Czy jej terapeutka mówi jej prawdę, skoro ona przypomina sobie kompletnie inne szczegóły ze swojego życia, niż te o których mówi jej pani Morulska? Dlaczego nikt z przebywających w ośrodku nie ma żadnej rodziny? Julka słyszy głosy, szepty i nie wie w co wierzyć. Nie może ufać nikomu, nawet samej sobie.

Książce nie można na pewno odmówić klimatu. Jest groza, jest tajemnica, mnóstwo wątpliwości i bardzo dużo akcji. Świetnie wykreowane postacie, szczególnie Julki i Adama. Wątek miłości jest minimalny i jest raczej dodatkiem. Dobrze przemyślana fabuła, jednak ja gdzieś już w połowie książki domyśliłam się zakończenia. Trochę dedukcji i wszystko było bardzo oczywiste. Końcówka jest bardzo naciągana, jak gdyby autorka chciała nas na siłę szokować.

Nie jest to wybitna książka, więc raczej nie będę jej poświęcać więcej słów. Nie trzeba się nad nią za dużo zastanawiać, nie jest to książka, po której nie potrafimy spać nocą, dlatego bardziej doradzałabym Wam przeczytanie innych książek autorki, jednak myślę, że ta pozycja spodoba się wszystkim fanom książek psychologicznych, szpitali psychiatrycznych i powieści o nastolatkach.

Jak dla mnie to takie 6/10.

22.02.2016

13. "Marsjanin"

Hej :) Pewnie większość z Was była w kinie na "Marsjaninie", więc możecie podzielić się wrażeniami, bo ja mam zamiar właśnie zobaczyć w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że moje spotkanie z filmem będzie tak udane, jak z książką.

"Marsjanin", którego napisał Andy Weir, jest to historia (kto by pomyślał) wyprawy na marsa. Załoga statku wylądowała szczęśliwie, jednak na tym ich szczęście się zakończyło. Zaskoczyła ich ogromna burza piaskowa, w której Mark został bardzo poważnie ranny, a jego przyjaciele, pewni, że umarł, zostawili go samego na Marsie.

Mark mimo swojego okropnie trudnego położenia, z resztkami pożywienia, powietrza i wody, musi przetrwać na Marsie kilkaset dni, aż na Marsie wyląduje kolejny statek kosmiczny. Brzmi niemożliwie, żeby mu się udało.. jednak Mark się nie poddaje i wykorzystuje swoje umiejętności najlepiej jak może, aby przeżyć.

Książka jest pisana w formie dziennika, w której Mark opisuje każdy swój dzień, każdą porażkę i osiągnięcie na Marsie. Przeplatają się tam również strony z opisami tego co dzieje się na Ziemi w trakcie jego pobytu tam. Taka forma jest naprawdę przyjemna w odbiorze, czyta się niezwykle dobrze.

Bałam się, że historia, w której występuje głównie jeden bohater może być nudna.. Nic bardziej mylnego! Mark jest tak niezwykle charyzmatyczną osobą, z ogromną wolą walki i wielkim dystansem do siebie, że brak większej ilości bohaterów jakoś w niczym nie przeszkadza.

Książka zawiera dużo fachowych terminów, połowy z nich nie rozumiałam i googlowałam, więc rzeczywiście należy się skupić na czytaniu, jednak bohater wiele rzeczy nam wyjaśnia w bardzo zrozumiały sposób na szczęście :)

Mam dla Was jeszcze kilka cytatów, przy których nadal się śmieje:

"Jeśli oksygenerator się zepsuje, uduszę się. Jeśli system odzyskiwania wody się zepsuje, umrę z pragnienia. Jeśli zostanie naruszona hermetyczność Habu, mniej więcej eksploduję. Jeśli żadna z tych rzeczy się nie wydarzy, w końcu skończy mi się jedzenie i umrę z głodu.
Mam przesrane."

"Prawdziwy postęp. Nadal groziłby mi głód. Ale z tym da się już przetrwać. Może będę ciągle głodował, ale jest szansa, że nie umrę. Mogę zminimalizować swoje zapotrzebowanie na kalorie, ograniczając prace fizyczne. Mogę ustawić w Habie wyższą temperaturę niż normalnie, żeby moje ciało zużywało mniej energii na ogrzanie siebie. Mógłbym sobie odciąć rękę i ją zjeść. Zyskałbym cenne kalorie i zmniejszył własne zapotrzebowanie na kalorie."

"Zatem są dwa problemy: mało ziemi i nic jadalnego do zasadzenia w niej. Ale, cholera, jestem botanikiem. Powinienem sobie poradzić. Jeśli nie zdołam, w ciągu roku stanę się głodnym botanikiem."


Książkę bardzo gorąco polecam wszystkim! :) Myślę, że się nie zawiedziecie. 

12.02.2016

12. "Wielki marsz"

Hej kochani :) Ostatnio miałam strasznie dużo na głowie, ale na szczęście zaczynają mi się ferie, więc będzie zdecydowanie więcej recenzji. 


Pewnie wspominałam już, że jestem ogromną fanką twórczości Stephena Kinga. Moim marzeniem jest posiadanie w swojej biblioteczce wszystkich jego książek, więc bardzo się ucieszyłam, że po moich urodzinach, mój zbiór powiększył się o kolejną powieść - "Wielki Marsz". 

W wielkim marszu startuje 100 osób. Meta jest tam, gdzie upadnie ostatni z nich. Nagrodą są bardzo duże pieniądze, ale żeby je zdobyć, trzeba spojrzeć na śmierć 99 swoich towarzyszy. Myślicie, że nikt nie zgłosiłby się do takiego marszu? Mylicie się.

Są to Stany zjednoczone w przyszłości, o której strach myśleć. Śmierć jest rozrywką dla ludzi. Podobnie jak kiedyś walki gladiatorów. 

Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie ta książka. Zastanawiałam się przecież ile emocji może wywołać spacer nastolatków od startu do mety. Okazało się, że dużo, kiedy po trzech upomnieniach została rozstrzelona pierwsza osoba... Jakkolwiek początek mógł rzeczywiście nie wzbudzać głębszych uczuć, tak końcówka, w której grupa przyjaciół patrzała wzajemnie, jak nogi odmawiają im posłuszeństwa, wbiła mnie w fotel.  Bardzo zaciekawiły mnie również motywy niektórych chłopaków, z powodu których wzięli udział w śmiertelnym marszu.

Książka zawiera dużo ciekawych przemyśleń na temat śmierci i wzbudza do refleksji. Największym minusem była dla mnie długość książki. Ma rzeczywiście niespełna 300 stron, a King przyzwyczaił mnie do dużo dłuższych pozycji. Zabrakło mi tutaj również barwnych opisów świata i czasów, w których dzieje się marsz. Myślę, że gdyby książka była dłuższa i bogatsza o te opisy, byłaby jedną z moich ulubionych książek Kinga, a tak jest jednak trochę w tyle.

Jednak "Wielki Marsz" to opowieść obok, której z pewnością nie da się przejść obojętnie i polecam ją gorąco :)

06.02.2016

11. "Sukkub"

"Witajcie w Lockwood, spokojnej i cichej mieścinie... gdzie sukuby wychodzą na żer, kiedy zapada zmrok. Wyuzdany seks, bezkompromisowa przemoc i niepokojąca, stara przepowiednia, która wypełni się w tym nadprzyrodzonym horrorze, pokochanym przez wojujące feministki!"

Dzisiaj mam dla Was książkę Edwarda Lee, pod tytułem "Sukkub".

Prawniczka Ann Slavik wyjeżdża z córką i chłopakiem do swojego rodzinnego miasta, ponieważ jej ojciec umiera. Ann prześladuje jeden powtarzający się koszmar, którego nie rozumie. Dwóch uciekinierów z zakładu psychiatrycznego jej szuka.. A okazuje się, że to nadal nie są jej największe problemy, a cały mrok powieści tkwi właśnie w jej rodzinnym mieście.

Widać, że autor bardzo przyłożył się w zbieraniu informacji do książki. Użył terminologii medycznej, odniesień religijnych i mitologicznych, a także w doskonały sposób przybliżył nam sylwetki Sukkubów - żeńskich demonów seksu, które kuszą mężczyzn swoimi atutami, zabijają ich i składają w ofierze. 

Książka jest przesiąknięta przemocą, morderstwa są naprawdę brutalne, a krwawe opisy szokują. Akcja jest naprawdę dynamiczna, czyta się bez wytchnienia.  Czytając ją czułam wszystkie możliwe emocje od obrzydzenia, po zainteresowanie i strach, a strach jest tym, co dobry horror powinien nam dawać. Z każdą stroną odkrywamy coraz mroczniejsze tajemnice małego, bo zamieszkuje je zaledwie 500 osób, miasteczka Lockwood.

Rozpatrujemy książkę z perspektyw kilku różnych osób - Ann, jej córki, chłopaka, jednego z uciekinierów, a także doktora Ann, jednak nie utrudnia nam to czytania, wręcz przeciwnie, wszystkie rozdziały w jakiś sposób się uzupełniają.

Jest to horror, w którym można się spodziewać wielu brutalnych opisów, dużo krwi, gwałtów, śmierci, strachu, perwersyjnego seksu i wulgarnego języka. Autor pisze w naprawdę dosadny sposób i nie jest to z pewnością literatura, którą każdy spokojnie by czytał, więc tu już każdy indywidualnie powinien ocenić swój próg wrażliwości i zdecydować czy chce przeczytać :) Nie jest to arcydzieło, a przy tego typu tematyce ciężko powiedzieć, że 'podobała mi się', ale jest na pewno bardzo ciekawą pozycją, więc polecam.

01.02.2016

10. Podsumowanie stycznia.

Styczeń był bardzo zapracowanym miesiącem, ale udało mi się przeczytać 9 książek, w tym dwie lektury szkolne, dwie części "Wszechświatów" i trzy części serii „Lux”. Opublikowałam tutaj siedem recenzji.

- „Cierpienia młodego Wertera”
- „Wszechświaty”
- „Wszechświaty. Pamięć.”
- „Dziady”
- „Oddam Ci słońce”
- „Niebo jest wszędzie”
- „Obsydian”
- „Onyks”
- „Opal” -

Najlepszą książką tego miesiąca zdecydowanie była „Oddam Ci słońce”. Długo nie zapomnę o tej książce i parze bliźniaków, którzy są głównymi bohaterami, gorąco polecam! :)


A najgorsze były oczywiście lektury szkolne, szczególnie „Cierpienia młodego Wertera”, cierpiałam boleśnie razem z nim, „Dziady” również jakoś bardzo mnie nie zachwyciły.



Wiem, że narzekaliście ostatnio, że recenzje są za krótkie, więc w tym miesiącu się zmotywuję i będę pisała dłuższe.

A ile książek wy przeczytaliście w styczniu?