09.05.2016

22. Cujo

Hej ;) Podliczyłam wczoraj i "Cujo" jest 36 książką Kinga jaką przeczytałam. Porównanie jakieś tam mam, dzięki czemu nie jest to pozycja na szczycie moich listy ulubieńców, lecz również nie plasuje się ona najniżej.

Tytułowy Cujo to.. pies. Duży bernardyn przypominający potwora. Był miłym, przyjaznym psiakiem, do momentu, w którym zaraził się wścieklizną. Pies staje się żądny krwi i morduje ludzi na swojej drodze.

King ma to do siebie, że niby z głupiego pomysłu, potrafi zrobić arcydzieło. Ta książka jest tego doskonałym przykładem. Chory na wściekliznę pies nie brzmi jak motyw poważnego horroru, jednak możecie mi uwierzyć, że są momenty, w których można dostać gęsiej skórki.

Świetna kreacja bohaterów, a także język utworu. Początek szedł mi opornie, jednak tak po 100 stronie czytałam bez przerwy, do momentu aż ją skończyłam. :) W książce czuć także typowy dla Kinga klimat małych miasteczek, który urzeka mnie przy każdej książce. 

Każdemu, kto jeszcze nie miał okazji zapoznać się z utworem, serdecznie polecam zrobienie tego. :)

30.04.2016

21. Podsumowanie kwietnia.

Hej :) W kwietniu udało mi się przeczytać 6 książek, z czego dwie są mojego ulubionego autora - Stephena Kinga. 

O to książki, które przeczytałam: 

1,2. "Pandemonium" i "Requiem"

Dwie ostatnie części serii "Delirium". Recenzja drugiej części znajduje się tutaj, natomiast o trzeciej części mogę powiedzieć, że jest trochę gorsza od drugiej w moim odczuciu, jednak i tak nie była zła. Serię generalnie bardzo polecam. :)


3. "Plaga samobójców" - recenzja.



4. "Idź, postaw wartownika"


Książka, za którą nie miałam się brać przed przeczytaniem pierwszej części - "Zabić drozda". Wszyscy moi znajomi, którzy czytali obie części, mówią, że ta jest niestety dużo słabsza, ja jednak nie mam takiego porównania i uważam, że książka jest naprawdę dobra.

5. "Historia Lisey"


Książki Kinga generalnie pochłaniam jedną po drugiej i wielbię nad życie, jednak do tej książki musiałam zrobić dwa podejścia. Dawno temu zaczęłam, dotarłam może do 80 strony i nadmiar uczuć głównej bohaterki do męża mnie chyba trochę przytłoczył i odpuściłam sobie czytanie. Po czasie postanowiłam zrobić drugie podejście i udało mi się dotrwać do końca, a historia miłości tego małżeństwa to jedna z piękniejszych jakie czytałam. Nie jest to moja ulubiona książka autora, jednak jest godna polecenia.

6. "Po zachodzie słońca"


Bardzo lubię czytać opowiadania, a te od Kinga wywołują we mnie zawsze sporo emocji. Przeczytałam kilka zbiorów jego opowiadań, moim ulubionym jest "Czarna bezgwiezdna noc", który jest zdecydowanie bezkonkurencyjny i każdy do niego porównuję. Niestety "Po zachodzie słońca" wypada przy nim dosyć słabo. Na 13 opowiadań naprawdę zachwyciły mnie dwa - "Piernikowa dziewczyna" i "N.".

Najgorszą książką tego miesiąca jest "Plaga samobójców", z najlepszą natomiast miałam problem, wybrałam jednak "Pandemonium".



A jak tam Wasz czytelniczy kwiecień?



22.04.2016

20. "Plaga samobójców"

Hej kochani :) Dzisiaj mam dla Was recenzję książki Suzanne Young - "Plaga samobójców", która jest pierwszą częścią cyklu "Program". Książka ostatnio zrobiła się dosyć popularna, więc postanowiłam się z nią bliżej zapoznać.

Samobójstwa stały się chorobą. Nastolatkowie masowo się zabijają. Aby walczyć z epidemią do szkół wdrożono specjalny program. Wszyscy poniżej 18 roku życia są obserwowani z każdej strony przez znajomych, rodzinę i agentów. Najmniejszy objaw depresji może sprawić, że ktoś trafi do kliniki, w której wymarzą mu wszystkie wspomnienia, co ma mu dać nowy, 'zdrowy' początek.

James i Sloane są pewni, że już tylko przy sobie mogą czuć się swobodnie i mówić o swoich prawdziwych uczuciach i lękach. Uważają, że ich prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Tylko czy uda im się pokonać depresję? Czy uda im się zachować jakiekolwiek wspomnienia? Czy odbiorą im ich miłość? 

Aby poznać odpowiedzi na te pytania musicie przeczytać książkę. Przyznajcie, że po raz kolejny pomysł na fabułę jest fenomenalny. Mam wrażenie, że czytam ostatnio bardzo dużo książek, w których pomysł jest genialny, jednak wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Podobnie jest z tą książką. Zabrakło mi w niej zdecydowanie akcji. Niby coś się działo, ale jakichś zwariowanych, trzymających w napięciu zwrotów nie było. Jest to taka typowa młodzieżówka, skupiająca się raczej na emocjach i uczuciach, pomiędzy gdzieś wplatając walkę z jakimś wyższym systemem. Bardzo dobrze autorka przedstawiła relację między Jamesem a Sloane, chociaż czasami nadmiar emocji był dla mnie zbyt przytłaczający. 

Na duży plus język książki. Jest napisana lekko i przyjemnie, więc udało mi się przebrnąć przez nią, jednak nie wiem czy zdecyduję się na drugą część. Myślę, że w podsumowaniu miesiąca będzie to najgorsza książka jaką przeczytałam.

08.04.2016

19. "Pandemonium"

"Pandemonium" Lauren Oliver jest drugą częścią trylogii "Delirium". Pierwszą część przeczytałam bardzo dawno temu i miałam lekkie wątpliwości, czy mimo to uda mi się przeczytać drugą część tak, by zrozumieć o co w niej chodzi. Udało się i myślę nawet, że "Pandemonium" spokojnie można czytać jako samodzielną książkę.

Znajdujemy się w świecie, w którym miłość uznawana jest za chorobę i jest ona leczona. Pozbawia się ludzi wszelkich emocji i uczuć. Lenie i Alexowi udaje się uciec stamtąd, jednak chłopak ginie, a Lena zostaje pozostawiona sama sobie w głuszy. Odnajduje ją ruch oporu, do którego się przyłącza i walczy wraz z nim. 

W zeszłym miesiącu czytałam książkę autorki - "Panikę" - która bardzo mnie rozczarowała i obawiałam się, że z tą pozycją może być podobnie, na szczęście tak nie było!

Lena jest zaradna, silna, inteligentna i jest jedną z tych bohaterek w książkach, które się podziwia, szanuje i lubi.
Poznajemy również wielu nowych ciekawych bohaterów, jak na przykład Juliana, który powinien być śmiertelnym wrogiem... mimo to, staje się kimś kompletnie innym. Lena musi dokonywać wyborów, uważać komu ufa, a także radzić sobie z uczuciami, których doświadcza.

Pomysł na fabułę, w której miłość jest zakazana i usuwa się ją specjalnym zabiegiem naprawdę mi się podoba i chętnie wkroczyłam w ten świat. Bardzo podoba mi się również okładka książki, urzekł mnie kwiat znajdujący się na niej. Książkę czyta się lekko i szybko, a jedynym minusem jest to, że łatwo przewidzieć dalszą akcję, jaka się wydarzy. Zakończenie też nie było dużym zaskoczeniem, co nie zmienia faktu, że bardzo chętnie sięgnę po trzecią część trylogii i Wam również polecam do zapoznania się. :)

06.04.2016

18. Podsumowanie marca.

W marcu udało mi się niestety przeczytać tylko 5 książek, nad czym bardzo ubolewam, także w kwietniu zabieram się ostro za czytanie. Oto książki, które przeczytałam:

1. "House of Cards. Ostatnie rozdanie." - Michael Dobbs

- Doskonałe uwieńczenie trylogii o politycznym świecie pełnym intryg. Myślę, że jest to najlepsza książka jaką udało mi się przeczytać w marcu.
Recenzja tutaj













2,3 - "Starter" i "Ender" - Lissa Price
- recenzja



4. "Panika" - Lauren Oliver

- Jest to książka, w której rozgrywa się gra - Panika, w której najważniejszy jest strach i pokonywanie własnych słabości, a do wygrania jest duża suma pieniędzy, która każdemu nastolatkowi umożliwiłaby wydostanie się z miasta. Bohaterowie są nudni, ich poczynania kompletnie głupie, a sam pomysł gry całkowicie bez sensu. Dawno nie rozczarowałam się tak bardzo książką i jest to zdecydowanie najgorsza książka tego miesiąca.

5. "Zero" - Marc Elsberg

- Jest to książka, której trochę się obawiałam, ponieważ nie jest to dokładnie mój klimat, a komputerowy świat, sieci, drony i internet, to bardziej klimaty mojego chłopaka niż moje, jednak udało mi się odnaleźć w tej powieści. Bałam się, że terminologia okaże się dla mnie zbyt trudna, jednak wszystko jest całkiem zrozumiale wytłumaczone. Sam wątek fabularny również całkiem przyjemny w odbiorze, jestem naprawdę miło zaskoczona.

18.03.2016

17. "Starter" i "Ender ~ Lissa Price

Hej kochani :) Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją dwóch książek, duologii Lissy Price - „Starter” i „Ender”.
 Akcja książek dzieje się rok po wojnie bakteriologicznej. Całe społeczeństwo składa się z nastolatków – Starterów i starych – Enderów, ponieważ jako jedyni oni dostali szczepionki, dzięki którym przeżyli wojnę. Wszystkie osoby pomiędzy 20 a 60 rokiem życia nie żyją. Główną bohaterką jest Callie, której rodzice zmarli, jedynym żyjącym krewnym jest jej młodszy brat Tyler. Ma również przyjaciela Michaela. Nie mają dziadków – Enderów, więc błąkają się walcząc o przetrwanie. Jedyną szansą na uzyskanie dużych pieniędzy jest udanie się do banku ciał, gdzie montują specjalny neurochip, dzięki któremu tracisz świadomość, a ktoś inny ją przejmuje i steruje Twoim ciałem. 

Książki osadzone są w bardzo ciekawym świecie, pomysł na fabułę jest zdecydowanie jednym z najoryginalniejszych z jakimi miałam okazję się zapoznać. Starzy ludzie w ciałach młodych osób są z pewnością kreatywnym pomysłem, czymś z czym jeszcze nie mieliśmy doczynienia.


Callie jest bohaterką waleczną, która została postawiona w sytuacji, w której nikomu nie może ufać, a każdy chce poznać działanie chipu umieszczonego w jej głowie. Jest ona bardzo wyrazistą postacią i bohaterką, którą da się lubić. Przy innych postaciach zabrakło mi niestety tej wyrazistości, i mimo że byli głównymi bohaterami, nie poczułam z nimi żadnej więzi.

Obie części zawierają sporo zwrotów akcji, kilka nawet całkiem zaskakujących, także nie powinniście się nudzić w trakcie czytania, ja na pewno się nie nudziłam. Pierwsza część bardzo mi się podobała, co do drugiej mam już trochę więcej zastrzeżeń. Zakończenie kompletnie mnie nie usatysfakcjonowało, bardzo dużo wątków nie zostało wyjaśnionych i czuję ogromny niedosyt. Jedno z gorszych zakończeń jakie w życiu przeczytałam. W książkach możemy wyłapać również sporo nieścisłości, które jednak nie wpłynęły jakoś bardzo na odbiór książki.

Nie są to pozycje z najwyższej półki, ale myślę, że warto przeczytać chociażby dla nietuzinkowej fabuły i świetnie wykreowanego świata po wojnie.

06.03.2016

16. "House of cards. Ostatnie rozdanie."

Hej kochani :)

Właśnie rozpoczął się czwarty sezon jednego z moich ulubionych seriali - „House of cards”, więc dzisiaj podzielę się z Wami recenzją ostatniej części trylogii, na podstawie której powstał serial. Dwie pierwsze części są cudowne i serdecznie polecam zapoznanie się z tym politycznym światem, każdemu kto jeszcze nie miał okazji.



„DO CZEGO ZDOLNA JEST GRUPA TRZYMAJĄCA WŁADZĘ, KTÓRA OBAWIA SIĘ UTRATY KONTROLI?
FRANCIS dzięki swojej przebiegłości i bezwzględnym wybiegom wygrał wszystko, co na scenie politycznej było do wygrania. Dla niego to jednak wciąż za mało. Tylko miesiące dzielą go od tytułu najdłużej urzędującego premiera Wielkiej Brytanii. Wyniki sondaży są jednak coraz gorsze. Groźba utraty władzy staje się realna. Francis musi posunąć się dalej niż kiedykolwiek, by nie utracić swojej pozycji. Nawet niebezpieczny pomysł wywołania międzynarodowego konfliktu stanie się opcją wartą zaryzykowania…”


Postać Francisa Urquarta jest jedną z najlepiej wykreowanych postaci książkowych jakie znam. Taką, obok której nie można przejść obojętnie. Ma potęgę, siłę, władzę i reprezentuje ją w sposób, który budzi ogromny szacunek. Nikt nie musi go lubić, kochać, ale zawsze będzie pod wrażeniem tego jak reprezentuje siebie i kraj. Osiągnął ogromnie wiele swoją bezwzględnością, jednak starzeje się. Czy da radę przetrwać kolejne wybory, kiedy cała społeczność mówi, że osiągnął już wszystko co mógł brytyjski premier i pora na nową krew? Na jego emeryturę. Francis się nie podda, to mogę Wam obiecać, ale czy osiągnie cel? Jak zapisze się w kartach historii?

Przez pierwszą połowę książki polityk, dumający nad swoim starzeniem nie robił na mnie wrażenia i generalnie myślałam, że będzie to najgorsza część serii, jednak w drugiej połowie moje nastawienie się zmieniło. Jest to naprawdę świetne uwieńczenie trylogii. Francis intryguje, dużo ryzykuje i tak sprawnie operuje politycznym, że nawet na osobie nie zainteresowanej polityką, zrobi to wrażenie. Końcówka jak dla mnie jest mistrzowska w każdym calu.

W książce mamy okazję zapoznać się z konfliktami Cypru i Turcji, których historia nierozłącznie łączy się z historią naszego premiera. Poznajemy trochę nowych zwyczajów i kultury, co mnie osobiście bardzo zainteresowało, chociaż momentami bardzo denerwowało mnie przeskakiwanie z perspektywy jednej osoby, do drugiej.

Mimo wszystko trzecia część jest słabsza od poprzednich, bo premier walczy tutaj z ubiegającym czasem i jest to książka, w której jest więcej przemyśleń niż brutalnej, politycznej akcji, jednak każdy kto przeczytał dwa poprzednie tomy, musi się koniecznie zapoznać i z tym! :)

01.03.2016

15. Podsumowanie lutego :)

Hej kochani :) Dzisiaj zapraszam Was na podsumowanie lutego. Luty miał być miesiącem, w którym przeczytam więcej książek niż w styczniu, ponieważ miałam ferie, jednak okazało się, że niestety miałam jeszcze mniej czasu, ponieważ robię prawo jazdy i książek jest tylko 6, a recenzji tutaj pojawiło się 4. 

Są to książki:

- Sukkub ~ Edward Lee
- Pan Tadeusz ~ Adam Mickiewicz - której recenzję postanowiłam Wam zdecydowanie oszczędzić, naprawdę ciężko zrecenzjować epopeję narodową, a czytałam ją dosyć pobieżnie i w sumie nie wiem jak ją ocenić.

- Metro 2035 ~ Dmitry Glukhovsky - Recenzji również nie było, ale mogę Wam powiedzieć, że jest to naprawdę dobre zakończenie historii Stalkera Artema, zdecydowanie utrzymane w klimacie poprzednich części, jednak jak dla mnie było tam zdecydowanie zbyt dużo polityki i trochę męczyłam się z czytaniem.

- Wielki Marsz ~ Stephen King
- Marsjanin ~ Andy Weir
- Druga szansa ~ Katarzyna Berenika Miszczuk

Najlepszą książką tego miesiąca był "Wielki Marsz" Stephena Kinga, który gości dumnie w mojej biblioteczce. Mimo, że był najcieńszą z książek, które przeczytałam w tym miesiącu, oczarował mnie każdą stroną.



Najgorszą książką, mimo mojego uwielbienia do autorki, była "Druga Szansa" pani Miszczuk. Nie jest to naprawdę zła książka, jednak w tym miesiącu czytałam o wiele lepsze pozycje.


A jak Wasz luty?

23.02.2016

14. "Druga szansa"

Hej :) Katarzyna Berenika Miszczuk zachwyciła mnie serią „Ja Diablica” i „Wilk”, dlatego generalnie oczekiwania co do książki „Druga szansa” miałam bardzo duże. Niestety trochę się rozczarowałam.

Julia budzi się i nie pamięta niczego ze swojego życia, swojego imienia, rodziców, nie rozpoznaje swojego odbicia w lustrze. Dowiaduje się, że w pożarze zginęli jej rodzice, ona została poważnie ranna w głowę i znajduje się teraz w ośrodku „druga szansa”.

Julka generalnie przez całą książkę zastanawia się co jest prawdą, a co kłamstwem. Czy jej terapeutka mówi jej prawdę, skoro ona przypomina sobie kompletnie inne szczegóły ze swojego życia, niż te o których mówi jej pani Morulska? Dlaczego nikt z przebywających w ośrodku nie ma żadnej rodziny? Julka słyszy głosy, szepty i nie wie w co wierzyć. Nie może ufać nikomu, nawet samej sobie.

Książce nie można na pewno odmówić klimatu. Jest groza, jest tajemnica, mnóstwo wątpliwości i bardzo dużo akcji. Świetnie wykreowane postacie, szczególnie Julki i Adama. Wątek miłości jest minimalny i jest raczej dodatkiem. Dobrze przemyślana fabuła, jednak ja gdzieś już w połowie książki domyśliłam się zakończenia. Trochę dedukcji i wszystko było bardzo oczywiste. Końcówka jest bardzo naciągana, jak gdyby autorka chciała nas na siłę szokować.

Nie jest to wybitna książka, więc raczej nie będę jej poświęcać więcej słów. Nie trzeba się nad nią za dużo zastanawiać, nie jest to książka, po której nie potrafimy spać nocą, dlatego bardziej doradzałabym Wam przeczytanie innych książek autorki, jednak myślę, że ta pozycja spodoba się wszystkim fanom książek psychologicznych, szpitali psychiatrycznych i powieści o nastolatkach.

Jak dla mnie to takie 6/10.

22.02.2016

13. "Marsjanin"

Hej :) Pewnie większość z Was była w kinie na "Marsjaninie", więc możecie podzielić się wrażeniami, bo ja mam zamiar właśnie zobaczyć w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że moje spotkanie z filmem będzie tak udane, jak z książką.

"Marsjanin", którego napisał Andy Weir, jest to historia (kto by pomyślał) wyprawy na marsa. Załoga statku wylądowała szczęśliwie, jednak na tym ich szczęście się zakończyło. Zaskoczyła ich ogromna burza piaskowa, w której Mark został bardzo poważnie ranny, a jego przyjaciele, pewni, że umarł, zostawili go samego na Marsie.

Mark mimo swojego okropnie trudnego położenia, z resztkami pożywienia, powietrza i wody, musi przetrwać na Marsie kilkaset dni, aż na Marsie wyląduje kolejny statek kosmiczny. Brzmi niemożliwie, żeby mu się udało.. jednak Mark się nie poddaje i wykorzystuje swoje umiejętności najlepiej jak może, aby przeżyć.

Książka jest pisana w formie dziennika, w której Mark opisuje każdy swój dzień, każdą porażkę i osiągnięcie na Marsie. Przeplatają się tam również strony z opisami tego co dzieje się na Ziemi w trakcie jego pobytu tam. Taka forma jest naprawdę przyjemna w odbiorze, czyta się niezwykle dobrze.

Bałam się, że historia, w której występuje głównie jeden bohater może być nudna.. Nic bardziej mylnego! Mark jest tak niezwykle charyzmatyczną osobą, z ogromną wolą walki i wielkim dystansem do siebie, że brak większej ilości bohaterów jakoś w niczym nie przeszkadza.

Książka zawiera dużo fachowych terminów, połowy z nich nie rozumiałam i googlowałam, więc rzeczywiście należy się skupić na czytaniu, jednak bohater wiele rzeczy nam wyjaśnia w bardzo zrozumiały sposób na szczęście :)

Mam dla Was jeszcze kilka cytatów, przy których nadal się śmieje:

"Jeśli oksygenerator się zepsuje, uduszę się. Jeśli system odzyskiwania wody się zepsuje, umrę z pragnienia. Jeśli zostanie naruszona hermetyczność Habu, mniej więcej eksploduję. Jeśli żadna z tych rzeczy się nie wydarzy, w końcu skończy mi się jedzenie i umrę z głodu.
Mam przesrane."

"Prawdziwy postęp. Nadal groziłby mi głód. Ale z tym da się już przetrwać. Może będę ciągle głodował, ale jest szansa, że nie umrę. Mogę zminimalizować swoje zapotrzebowanie na kalorie, ograniczając prace fizyczne. Mogę ustawić w Habie wyższą temperaturę niż normalnie, żeby moje ciało zużywało mniej energii na ogrzanie siebie. Mógłbym sobie odciąć rękę i ją zjeść. Zyskałbym cenne kalorie i zmniejszył własne zapotrzebowanie na kalorie."

"Zatem są dwa problemy: mało ziemi i nic jadalnego do zasadzenia w niej. Ale, cholera, jestem botanikiem. Powinienem sobie poradzić. Jeśli nie zdołam, w ciągu roku stanę się głodnym botanikiem."


Książkę bardzo gorąco polecam wszystkim! :) Myślę, że się nie zawiedziecie. 

12.02.2016

12. "Wielki marsz"

Hej kochani :) Ostatnio miałam strasznie dużo na głowie, ale na szczęście zaczynają mi się ferie, więc będzie zdecydowanie więcej recenzji. 


Pewnie wspominałam już, że jestem ogromną fanką twórczości Stephena Kinga. Moim marzeniem jest posiadanie w swojej biblioteczce wszystkich jego książek, więc bardzo się ucieszyłam, że po moich urodzinach, mój zbiór powiększył się o kolejną powieść - "Wielki Marsz". 

W wielkim marszu startuje 100 osób. Meta jest tam, gdzie upadnie ostatni z nich. Nagrodą są bardzo duże pieniądze, ale żeby je zdobyć, trzeba spojrzeć na śmierć 99 swoich towarzyszy. Myślicie, że nikt nie zgłosiłby się do takiego marszu? Mylicie się.

Są to Stany zjednoczone w przyszłości, o której strach myśleć. Śmierć jest rozrywką dla ludzi. Podobnie jak kiedyś walki gladiatorów. 

Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie ta książka. Zastanawiałam się przecież ile emocji może wywołać spacer nastolatków od startu do mety. Okazało się, że dużo, kiedy po trzech upomnieniach została rozstrzelona pierwsza osoba... Jakkolwiek początek mógł rzeczywiście nie wzbudzać głębszych uczuć, tak końcówka, w której grupa przyjaciół patrzała wzajemnie, jak nogi odmawiają im posłuszeństwa, wbiła mnie w fotel.  Bardzo zaciekawiły mnie również motywy niektórych chłopaków, z powodu których wzięli udział w śmiertelnym marszu.

Książka zawiera dużo ciekawych przemyśleń na temat śmierci i wzbudza do refleksji. Największym minusem była dla mnie długość książki. Ma rzeczywiście niespełna 300 stron, a King przyzwyczaił mnie do dużo dłuższych pozycji. Zabrakło mi tutaj również barwnych opisów świata i czasów, w których dzieje się marsz. Myślę, że gdyby książka była dłuższa i bogatsza o te opisy, byłaby jedną z moich ulubionych książek Kinga, a tak jest jednak trochę w tyle.

Jednak "Wielki Marsz" to opowieść obok, której z pewnością nie da się przejść obojętnie i polecam ją gorąco :)

06.02.2016

11. "Sukkub"

"Witajcie w Lockwood, spokojnej i cichej mieścinie... gdzie sukuby wychodzą na żer, kiedy zapada zmrok. Wyuzdany seks, bezkompromisowa przemoc i niepokojąca, stara przepowiednia, która wypełni się w tym nadprzyrodzonym horrorze, pokochanym przez wojujące feministki!"

Dzisiaj mam dla Was książkę Edwarda Lee, pod tytułem "Sukkub".

Prawniczka Ann Slavik wyjeżdża z córką i chłopakiem do swojego rodzinnego miasta, ponieważ jej ojciec umiera. Ann prześladuje jeden powtarzający się koszmar, którego nie rozumie. Dwóch uciekinierów z zakładu psychiatrycznego jej szuka.. A okazuje się, że to nadal nie są jej największe problemy, a cały mrok powieści tkwi właśnie w jej rodzinnym mieście.

Widać, że autor bardzo przyłożył się w zbieraniu informacji do książki. Użył terminologii medycznej, odniesień religijnych i mitologicznych, a także w doskonały sposób przybliżył nam sylwetki Sukkubów - żeńskich demonów seksu, które kuszą mężczyzn swoimi atutami, zabijają ich i składają w ofierze. 

Książka jest przesiąknięta przemocą, morderstwa są naprawdę brutalne, a krwawe opisy szokują. Akcja jest naprawdę dynamiczna, czyta się bez wytchnienia.  Czytając ją czułam wszystkie możliwe emocje od obrzydzenia, po zainteresowanie i strach, a strach jest tym, co dobry horror powinien nam dawać. Z każdą stroną odkrywamy coraz mroczniejsze tajemnice małego, bo zamieszkuje je zaledwie 500 osób, miasteczka Lockwood.

Rozpatrujemy książkę z perspektyw kilku różnych osób - Ann, jej córki, chłopaka, jednego z uciekinierów, a także doktora Ann, jednak nie utrudnia nam to czytania, wręcz przeciwnie, wszystkie rozdziały w jakiś sposób się uzupełniają.

Jest to horror, w którym można się spodziewać wielu brutalnych opisów, dużo krwi, gwałtów, śmierci, strachu, perwersyjnego seksu i wulgarnego języka. Autor pisze w naprawdę dosadny sposób i nie jest to z pewnością literatura, którą każdy spokojnie by czytał, więc tu już każdy indywidualnie powinien ocenić swój próg wrażliwości i zdecydować czy chce przeczytać :) Nie jest to arcydzieło, a przy tego typu tematyce ciężko powiedzieć, że 'podobała mi się', ale jest na pewno bardzo ciekawą pozycją, więc polecam.

01.02.2016

10. Podsumowanie stycznia.

Styczeń był bardzo zapracowanym miesiącem, ale udało mi się przeczytać 9 książek, w tym dwie lektury szkolne, dwie części "Wszechświatów" i trzy części serii „Lux”. Opublikowałam tutaj siedem recenzji.

- „Cierpienia młodego Wertera”
- „Wszechświaty”
- „Wszechświaty. Pamięć.”
- „Dziady”
- „Oddam Ci słońce”
- „Niebo jest wszędzie”
- „Obsydian”
- „Onyks”
- „Opal” -

Najlepszą książką tego miesiąca zdecydowanie była „Oddam Ci słońce”. Długo nie zapomnę o tej książce i parze bliźniaków, którzy są głównymi bohaterami, gorąco polecam! :)


A najgorsze były oczywiście lektury szkolne, szczególnie „Cierpienia młodego Wertera”, cierpiałam boleśnie razem z nim, „Dziady” również jakoś bardzo mnie nie zachwyciły.



Wiem, że narzekaliście ostatnio, że recenzje są za krótkie, więc w tym miesiącu się zmotywuję i będę pisała dłuższe.

A ile książek wy przeczytaliście w styczniu?

29.01.2016

9. "Onyks"

Hej, wiem, że o „Obsydianie” - pierwszej części serii ”Lux” nie wypowiadałam się jakoś bardzo pozytywnie, ale drugą część serii pochłonęłam w ciągu jednego dnia, więc musiałam koniecznie się z Wami podzielić tym, że warto.

Na początek zapraszam Was na pierwszą część – tutaj.

W drugiej części ponownie spotykamy Daemona i Katy, których przez przypadek połączyła nadprzyrodzona więź. Katy posiada nowe umiejętności, które musi nauczyć się kontrolować, a osobą, która jej w tym pomoże jest nowy uczeń szkoły, o którego Daemon jest bardzo zazdrosny. Dodatkowo wkracza tutaj Departament Obrony, które może się okazać większym wrogiem, niż ktokolwiek by przypuszczał.

Szczerze mówiąc, druga część jest o wiele lepsza niż pierwsza. Bohaterowie są tak świetni
 jak w „Obsydianie”, dialogi przezabawne, rozterki uczuciowe nie przytłaczają, a fabuła również wydaje mi się o wiele bogatsza. Końcówka książki wcisnęła mnie w fotel i nie potrafiłam zaczerpnąć tchu, dopóki jej nie skończyłam. 

Nie jest to rzeczywiście trudna lektura, ale czyta się naprawdę przyjemnie i nie da się nudzić.


Myślę, że warto zgłębić tę historię od pierwszego tomu. Polecam i zabieram się za trzecią część :)

27.01.2016

8. "Obsydian"

Dzisiaj mam dla Was recenzję książki "Obsydian", która jest pierwszym tomem serii książek "Lux". Widziałam już ją w recenzjach kilku z Was, więc postanowiłam też się z nią zapoznać.


Nastoletnia Katy przeprowadza się po śmierci ojca wraz z mamą ze słonecznej Florydy do Zachodniej Wirginii. Poznaje tam tajemnicze rodzeństwo Dee i Daemona. Będąc z nimi, grozi jej ogromne niebezpieczeństwo.

Motyw dziewczyny, która się przeprowadza i spotyka chłopaka o nieziemskiej urodzie, który skrywa pewną nadprzyrodzoną tajemnicę pewnie jest wszystkim znamy i nikogo już nie zaskakuje. I ta książka to zdecydowanie nie jest nic nowego, jednak mimo, że fabuła jakoś bardzo nie zaskakuje, to czyta się ją przyjemnie.

Główna bohaterka jest blogerką książkową, której nie da się nie lubić. Jest bardzo zadziorna i charakterna, natomiast Daemon jest najbardziej aroganckim dupkiem na świecie. W pewien sposób zostali skazani na siebie, z czego nie byli zadowoleni, przez co ich dialogi i kłótnie często rozbawiały mnie do łez. Pozytywną bohaterką jest również Dee, siostra Daemona, którą sama chciałabym mieć za przyjaciółkę.

Myślę, że książka dobrze odnajduje się w swoim gatunku, po prostu ja przeczytałam już na tyle dużo książek w tej tematyce, że nie robi na mnie aż tak dużego wrażenia. Przeczytałam ją jednak z przyjemnością i myślę, że sięgnę po resztę tomów serii, ponieważ to miła odskocznia od ciężkich lektur szkolnych. :)

22.01.2016

7. "Niebo jest wszędzie"

"Niebo jest wszędzie" to debiutancka książka autorki Jandy
Nelson, której najnowszą książkę recenzjowałam ostatnio. "Oddam ci słońce" zachwyciło mnie, natomiast do tej książki nie żywię już tak gorących uczuć.

Poznajemy 17-letnią Lennie, której siostra niedawno zmarła. Dziewczyna bardzo za nią tęskni i nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią. Zbliża się bardzo z chłopakiem zmarłej siostry - Tobym, co wywołuje u niej ogromne wyrzuty sumienia, jednak tylko on dzieli takie samo cierpienie jak ona. Pojawia się również nowy chłopak w orkiestrze szkolnej, w której Lennie gra na klarnecie. Okazuje się, że ten żywy i radosny chłopak również jest Lennie zainteresowany..

Cała książka to rozterki uczuciowe głównej bohaterki. Ciągnie ją do 'zakazanego' chłopaka zmarłej siostry, z którym podziela tęsknotę za siostrą, z drugiej strony ciągnie ją do Joe, którego uśmiech sprawia, że ona też chce się uśmiechać. Lennie dodatkowo czuje się jeszcze źle z tym, że odczuwa pożądanie w czasie, gdy powinna mieć żałobę.

Czuć w tej książce zdecydowany nadmiar uczuć, rozterek, rozdarcia i to chyba przeszkadzało mi najbardziej. Niestety nie polubiłam głównej bohaterki, jej decyzje często wydawały mi się kompletnie bez sensu, jednak dobrze to obrazuje proces dorastania nastolatka. Książka jest napisana naprawdę pięknym językiem, jest lekka, ale treść jak dla mnie pozostawia wiele do życzenia.

Czytałam bardzo dużo pozytywnych opinii na temat tej książki, jednak mi osobiście średnio przypadła do gustu.

16.01.2016

6. "Oddam Ci słońce"

O książce "Oddam Ci słońce" wszędzie pełno, więc pewnie większość z Was czytała już mnóstwo pochlebnych recenzji, a jeżeli nie, to dołączam swoją, która mam nadzieję, zachęci Was do zapoznania się z nią.


Jude i Noah są rodzeństwem, lecz nie takim zwykłym, są bardzo wyjątkowymi bliźniakami, łączy ich magiczna więź. Są nastolatkami, którzy cały świat podzielili między siebie nawzajem. Jude jest przesądna, nosi cebulę w kieszeni, nosi dziwne ubrania, widzi ducha zmarłej babci, a Noah jest artystyczną duszą. Jude zabiega o uwagę matki, Noah o uwagę ojca. Książka pokazuje nam kilka przełomowych lat z ich życia, w których dużo przeżyli i musieli dokonać kilku ciężkich wyborów. Widzimy proces dorastania, piękną miłość, kłamstwa, złość, radość, wszystko w jednej książce.

Dawno nie spotkałam takiej wyjątkowej książki. Szczerze nie potrafiłam się od niej oderwać, a z każdą stroną było mi bardziej smutno, że zaraz zakończy się moja przygoda z głównymi bohaterami. Mimo, że Noah i Jude nie zawsze postępują dobrze, bo decyzje przekraczały ich wiek, kierowali się złymi emocjami i często bardzo cierpieli, to nie da się ich nie kochać. Od tej pory będą jednymi z moich ulubionych książkowych bohaterów. 

Książka pokazuje sytuacje z życia każdego z nas w niebanalny sposób. Pisana jest prostym językiem i czyta się ją jednym tchem. Gorąco polecam ją WSZYSTKIM!

12.01.2016

5. "Wszechświaty. Pamięć."

„Witajcie w Pamięci. W miejscu, w którym jedynym
możliwym scenariuszem jest wspomnienie. Niekończąca się cisza między zakończeniem płyty i początkiem ukrytej ścieżki.”

Ostatnio publikowałam recenzję pierwszej części, natomiast dzisiaj chciałabym zapoznać Was z drugim tomem trylogii.

Alex, Jenny i Marco przeżyli po zderzeniu asteroidy z Ziemią, jednak utknę
li w Pamięci – swoich wspomnieniach, które mogli odtwarzać dowolną ilość razy. Muszą wymyślić sposób na wydostanie się stamtąd. Tylko jeżeli im się uda, to gdzie trafią? Jak Ziemia wygląda po apokalipsie?

Do poprzedniej części byłam dosyć sceptycznie nastawiona, jednak ta część podoba mi się o wiele bardziej. Postacie głównych bohaterów nie zrobiły się jakieś barwniejsze.. ale sporą część książki zajęły nowe postacie, które rzeczywiście umiliły mi tę lekturę, szczególnie naukowiec Ben, który gotów był poświęcić wszystko, by uratować swoje odkrycie. 

W porównaniu do poprzedniej części, kiążce udało się mnie zaskoczyć nawet ze dwa razy :) Akcja momentami dzieje się zdecydowanie zbyt szybko, co może trochę nas gubić, ale oprócz tego generalnie czyta się szybko i lekko.

Bardzo dużo rzeczy zostaje jednak dla nas niewiadome, więc żeby mieć pełen obraz, będzie trzeba zapoznać się z ostatnim tomem serii.

07.01.2016

4. "Wszechświaty"

Wyobrażacie sobie być z drugą osobą w tym samym miejscu,
w tym samym czasie, ale.. w innej rzeczywistości?

" - Alex, dlaczego nie przyszedłeś? Proszę cię, nie mów mi, że nie istniejesz.
- Jenny, jestem na molo. Jestem tutaj!
- Ja także, dokładnie tam, gdzie ty mówisz, że jesteś."

Teoria światów alternatywnych, tzw. wieloświatów, od dawna mnie ciekawiła, dlatego z zainteresowaniem sięgnęłam po książkę napisaną przez Leonardo Patrignani, o tytule "Wieloświaty".

Opowiada ona historię dwójki nastolatków - Jenny i Alexa, którzy mimo tego, że mieszkają w dwóch różnych częściach świata, słyszą siebie wzajemnie w swoich głowach. Aby udowodnić sobie, że istnieją naprawdę, postanawiają się spotkać.. i od tego spotkania zmienia się wszystko - następuje ciąg wydarzeń, które prowadzą do przejmującego końca.

Pomysł na fabułę bardzo mi się podobał i uważam, że w książce został ujęty dość dobrze i ciekawie. Książkę czyta się niesamowicie lekko i szybko, można przy niej odpocząć od jakiejś bardziej wymagającej lektury. Miłość dwóch nastolatków w tym wypadku nie była zbyt nachalna, co zdarza się w wielu tego typu pozycjach i to zdecydowanie na plus, niestety jednak postacie wykreowane autora były dla mnie dosyć bezbarwne. Dostały świetne tło zdarzeń, ale same w sobie jakoś bardzo nie przyciągały. O wiele bardziej zaciekawił mnie drugoplanowy bohater - Marco - najlepszy przyjaciel Alexa.

Ze względu na świat jaki wykreował nam autor, zdecydowanie polecam lekturę. 

Myślę, że książka spodobała mi się na tyle, że sięgnę po kolejne tomy tej trylogii :)

04.01.2016

3. "Cierpienia młodego Wertera"

Jestem na takim etapie kształcenia, że szkolne lektury to trochę mój świat, a że wkroczyłam właśnie w epokę romantyzmu, to będę przedstawiać Wam lektury tej , które czytałam z wielką przyjemnością, i te które zbyt wiele radości mi nie dostarczyły.

„Cierpienia młodego Wertera” niestety zaliczają się do tej drugiej kategorii. Romantyzm jest epoką, w której króluje motyw nieszczęśliwej miłości, co doskonale w tej książce widać. Nieodwzajemniona miłość cudownej Lotty, która na domiar złego jest zaręczona, doprowadza Wertera na skraj wytrzymałości psychicznej. Doskonale widzimy jak główny bohater zatraca się w tej miłości, która w końcowym rozrachunku okazuje się dla niego tragiczna.

Książka jest bardzo krótka i gdyby nie to, że dałam radę spokojnie ją przeczytać w dwie godziny, to pewnie przerwałabym ją w trakcie. Nadmiar emocji Wertera przytłacza czytelnika i naprawdę ciężko przez nie przebrnąć. Jedynym plusem dla mnie było to, że jest to powieść epistolarna – czyli w formie listów do jego najlepszego przyjaciela - co sprawia, że kompozycja jest przejrzysta i gdyby nie absurdalnie męcząca treść, to czytałoby się przyjemnie.



Osobom, które nie muszą czytać tego obowiązkowo, książki raczej nie polecam.

02.01.2016

2. Czytelnicze podsumowanie roku 2015 :)

- W roku 2015 udało mi się przeczytać 78 książek i jest to o 30 więcej niż w zeszłym roku!

- Przeczytałam 10 książek mojego ulubiona autora – Stephena Kinga





- I 12 książek Harlana Cobena



- Są też książki, z którymi bardzo się cieszę, że w tym roku w końcu miałam się okazję zapoznać. Jest to seria „Cmentarz zapomnianych książek” Zafona, a także „Ślepnąć od świateł” i „Radio Armagedon” Żulczyka, a także „Ojciec chrzestny”. Są to książki, do których pewnie jeszcze nie raz będę wracać :)


- I książki, które nie przypadły mi do gustu


A w nowym roku chciałabym wam życzyć samych chwytających za serce i niedających spać po nocach książek! :)