264. „Ballada ptaków i węży”

Serię "Igrzyska śmierci" czytałam w 2014 roku, czyli już jakiś czas temu. Nie pamiętam dokładnie sposobu w jaki była napisana, więc tego nie porównam, ale wydarzenia w niej zawarte wyjątkowo utknęły mi w pamięci. Szczególnie, że oglądałam również filmy na podstawie tych książek. Zapamiętałam bardzo dobrze Coriolanusa Snowa. Władcę  Panem, który dał się poznać jako okrutny człowiek i morderca.

"Ballada ptaków i węży" to prequel tej serii, zajmujący się młodością Snowa. Poznajemy go, gdy ma do wykonania ostatnie zadanie przed ukończeniem Akademii. Ma być mentorem podczas 10 Igrzysk Głodowych. Wygrana jego podopiecznej otworzyłaby mu drogę do dalszej nauki i sięgnięcia szczytu, a także zapewnienia lepszego bytu swojej rodzinie, która po wojnie nigdy się nie pozbierała, mimo pozorów bogactwa, które za wszelką cenę podtrzymuje. Zostaje mentorem Lucy Gray Baird. Dziewczyny o pięknym głosie, lecz o małych szansach na wygraną. Snow musi zrobić wszystko, aby przejąć kontrolę i osiągnąć cel. Przeszkadzać mu będą w tym nieoczekiwane uczucia, które się w nim obudzą.

Coriolanus Snow jest fascynującą postacią. Wiedziałam kim był 65 lat później, ale co sprawiło, że 18 latek postanowił pójść drogą jaką poszedł? Co go ukształtowało i wpłynęło na jego charakter tak mocno? Rzadko mamy okazję zobaczyć świat z perspektywy antagonisty, a tutaj mamy młodego chłopaka, który dopiero się kształtuje i jeszcze ma wybór, w którą stronę pójdzie. W książce możemy dogłębnie spojrzeć w myśli Snowa. Widzimy jego skupienie na dążeniu do sukcesu. Każdy jego krok był wykalkulowany. Niczego nie robił bez powodu. Starał się panować nad swoimi reakcjami. Zawsze zastanawiał się, co dla niego będzie korzystne, nawet gdy robił coś dla innych. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam jego przemianę.

Akcja była wciągająca, chociaż trochę zwolniła po Igrzyskach, jednak nie przeszkadzało mi to. Dostajemy tutaj przerażającą wizję świata. Taką, w której władza jest najważniejsza, ludzie z Kapitolu lepsi, a ludzi z dystryktów nie traktuje się jak ludzi. W serii zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, a w Balladzie po wielu latach spiorunowało mnie to po raz kolejny. Jest tam przedstawiony mocny i brutalny obraz. Możemy zobaczyć od czego tak naprawdę zaczęły się wszystkie złe rzeczy, które znamy z "Igrzysk śmierci".

Jestem szczerze zachwycona tą książką. Pokazała mi jak wielką różnicę sprawia spojrzenie z innej perspektywy, a także pozwoliła zatopić się po raz kolejny w tym świecie, który chociaż brutalny, wciąga od pierwszej strony.

Komentarze

  1. Ja jeszcze nie poznałam cyklu Igrzyska Śmierci, więc wszystko przede mną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też jestem zachwycona tą książką. Pomysł na umieszczenie Snowa w roli głównego bohatera to strzał w dziesiątkę. Autorka rewelacyjnie nakreśliła nam jego portret psychologiczny, motywy jakie nim kierowały i przede wszystkim ludzi którzy go ukształtowali.(bo uważam że był bardzo podatny na wpływy innych). Lucy była świetna, bardzo mi sie też podobało przedstawienie 10 Igrzysk i to, że autorka pokazała nam jak wyglądało to wszystko na samym początku. Planuje przeczytać tę książke ponownie, bo juz troche rzeczy mi umknęło, a ostatnio naszła mnie na nią ochota. :)
    Pozdrawiam :)
    recenzjeklaudii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie w odpowiednim dla siebie czasie, po nią sięgnę.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

209. „Królowa nocy”

213. „Immortaliści”

215. „Zanim się pojawiłeś”