408. „Profesor”

"Profesor" Charlotte Bronte to klasyk i jedna z najnowszych premier Wydawnictwa MG w tym pięknym wydaniu. Tej autorki czytałam wcześniej "Dziwne losy Jane Eyre", którymi byłam zachwycona, więc mocno liczyłam na to, że "Profesor" dostarczy mi również ogromnych emocji. Niestety, tak się nie stało.

Jest to opowieść o życiu Williama Cromswortha, którą poznajemy z jego perspektywy. Historia rozpoczyna się w momencie, gdy rezygnuje on ze swojego arystokratycznego dziedzictwa i poszukuje pracy dla siebie. Splotem wydarzeń zaczyna uczyć w szkole dla dziewcząt, gdzie poznaje pewną kobietę, która odmieni jego życie.

Dawno nie czytałam tak nudnej książki. Dzieje się tutaj naprawdę niewiele, jest bardzo dużo opisów, a wydarzenia, które mnie interesowały miały miejsce tak naprawdę tylko na ostatnich 100 stronach. William Cromsworth to jeden z najbardziej irytujących bohaterów, o których kiedykolwiek w życiu czytałam. Miałam wrażenie, że ciągle się wywyższa i ogromną przyjemność sprawiało mu dawanie nagan wszystkim ludziom dookoła. Nie mam pojęcia, dlaczego ktokolwiek darzył go szacunkiem.😂 

Książka nie zestarzała się dobrze. Robiło mi się słabo za każdym razem, gdy słyszałam w jaki sposób William opisywał kobiety, a opisywał ich wiele, nawet jeśli nie były istotne dla fabuły. Generalnie, to większość była dla niego gruba i brzydka.😂 Nie lubię tego uczucia, kiedy denerwuje mnie główny bohater, któremu chciałabym przecież kibicować. Podejście do życia Williama sprawiało, że wkurzałam się, kiedy powodziło mu się w życiu.😂

Nie polubiłam się z tym klasykiem. Dajcie znać, jaki książkowy bohater ostatnio Was zirytował! Przed tą książką, ostatnią postacią, która mnie irytowała była bezimienna bohaterka książki "Rebeka" Daphne du Maurier, która nie potrafiła sobie poradzić sama nawet z najprostszymi czynnościami.

Komentarze

  1. Szkoda, że nie jesteś zadowolona z lektury.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co za dupek z tego głównego bohatera! Książki nie czytałam, ale będę omijać szerokim łukiem, mimo, że to klasyka którą zapewne powinno się znać. Miałam podobne odczucia co do książki Rebeka. Prychałam pod nosem tylko..."serio?!". Rekomendowano mi ją jako świetny thriller. Taaaa....
    Pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

402. „Panie z Cranford”

160. Bookworm Cabin

97. Podsumowanie stycznia