286. „Harry Potter i Insygnia Śmierci”


Kilka razy zaczynałam ten wstęp i to jest jedna z tych książek, o której cokolwiek powiem, to będzie za mało. Nie mam pojęcia, jak wytrzymałam wszystkie nagromadzone we mnie emocje, kiedy czytałam tę część po raz pierwszy, mając 10 lat, czyli już kilkanaście lat temu, gdy nie miałam pojęcia, jak ta historia się skończy. 

Mam wrażenie, że wtedy zakończenie mogło sprawić mi ulgę. Bo walka dobra ze złem nie mogła się skończyć inaczej, prawda? Tym razem moje serce łamało się co kilka rozdziałów. Bo widziałam ogromne zjednoczenie. Wielkie zaufanie, jakim Harry został obdarzony. Wiarę w to, że jest tym wybranym. Widziałam ofiary, które musiały powstać podczas tej wojny. Udało mi się ujrzeć wszystko to, co jest głębiej konfliktu dobra ze złem. Przede wszystkim relacje między ludźmi, którzy walczą ramię w ramię na śmierć i życie. 

Siedzę, analizuję je i wiem, że będę to robić jeszcze długo, a później sięgnę kolejny raz po "Kamień filozoficzny", żeby upewnić się, że nic mi nie umknęło. Będę to robić prawdopodobnie do końca życia. Bo to nie jest seria mojego dzieciństwa. To seria mojego życia. Jakkolwiek pompatycznie by to nie zabrzmiało.

Komentarze

  1. Są takie książki/serie, które zostają z nami. Na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Harry Potter to jedna z tych serii, do których się wraca. Nie zważając na wiek i to ile razy już ją czytaliśmy.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  3. Pochłaniasz te książki jedna za drugą! :D

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

209. „Królowa nocy”

213. „Immortaliści”

215. „Zanim się pojawiłeś”